Akcja się udała, ogień został ugaszony, ranni opatrzeni.Mimo tego 4 budynki spłonęły doszczętnie, kilkoro ludzi straciło domy.Ale mimo to i tak skończyło się zaskakująco dobrze, nikt nie został poważnie ranny.Teraz trzeba wrócić do Centrum i zająć się Lombrem. Jestem z niego dumny, dobrze wykonał swój kawałek roboty. Bez niego pewnie nie dali byśmy rady do końca ugasić pożaru.
**********
Po powrocie do pokoju zauważył em że brakuje dwóch rzeczy:Jednego greatballa i tajemniczej dziewczyny która powiadomiła Centrum o pożarze. Pewnie już poszła do domu albo coś takiego. Na korytarzu poszedłem do recepcji żeby spytać się o parę rzeczy.-Siostro Joy, co się stało z tą dziewczyną która rano zemdlała w hallu?
-Witaj Kanton! Za jakieś pół godzinki będzie odbierać swój zestaw startowy trenera pokemon, zamierza wyruszyć w podróż.
-To... Zaskakujące, ale chyba do przewidzenia. Gdzie ona teraz jest?
-Jest w poczekalni, chyba zamówiła jakieś śniadanie. Kanton, mam prośbę, Czy mógłbyś.... Czy mógłbyś zabrać ją że sobą? Jeden z tych domów które się spaliły należał do niej, i tylko do niej. Został jej po rodzicach którzy dawno temu zaginęli dawno temu. Do tej pory radziła sobie sama, ale teraz wyrusza w podróż, ale jestem pewną że sobie nie poradzi. Widzisz, ten Seedot został jej startowym Pokemonem. Nie wiem czy sobie poradzi. Po możesz jej?
-Joy, wiesz że nie podróżuje w grupie, jestem samotnikiem.
-Razem będziecie tworzyć grupę trenerów, a to oznacza zniżki w Centrum! Wiem że ci na tym zależy, bo z pieniędzmi u trenerów zawsze jest krucho. To jak?
-Nie zgadzam się na to, może i będę mieć problemy z finansami ale poradzę sobie z tym sam.
-Widzę że cię nie przekonam, ale proszę, Przemyśl to sobie jeszcze, dobrze?
Nawet nie ma na to szans.
-Dobrze, pomyślę o tym, a na razie pójdę porozmawiać z tą dziewczyną, chyba jest mi winna greatballa...
-Dobrze, pomyślę o tym, a na razie pójdę porozmawiać z tą dziewczyną, chyba jest mi winna greatballa...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz