czwartek, 14 kwietnia 2016

Mag #1

Lubię moje mieszkanie. Faceci z "Projektu" stworzyli je specjalnie dla mnie, jest tu wszystko czego potrzebuję. Powstało we wczesnych latach trwania "projektu", kiedy jeszcze nie mieli tylu pieniędzy ile chcieli by go realizować, ale na szczęście na ten budynek starczyło. Zasadniczo powinienem się przedstawić. Jestem Mag, mutant . Świat w którym żyje, jest dosyć zwyczajny, poza tym że wszyscy mnie w nim nienawidzą jest spoko. Parę lat temu, kiedy próbowałem przeżyć w mojej starej szkole przyszli do mnie jacyś faceci w gajerach i chcieli żebym dołączył do ich "projektu", do tej pory nie znam oficjalnej nazwy, zresztą mało mnie ona obchodzi.Chodziło o to, że w związku z moimi umiejętnościami chcieli zaoferować mi nowy dom, nową szkołę, a to wszystko za darmo. Na dodatek w miejscu gdzie będą inni mutanci, także wszystko ma być spoko. No i trafiłem tutaj, do domu w połowie zrobionego z żelaza, no bo w końcu to najlepszy pomysł, dać komuś kto potrafi kontrolować magnetyzm dom z żelaza. Na początku było fajnie, ale chodzenie po suficie przestało mnie bawić po miesiącu. A potem dobudowano kolejny dom, wysoki na dwa piętra i z ogrodem na samej górze.Wprowadziła się do niego Beetrice, w skrócie Bee. Zawsze uśmiechnięta i energiczna, w jej ciele mieszkają pszczoły, ma skrzydła i spory odwłok. Nie musi dużo jeść, jest mała i do tego część tego co produkują pszczoły wnika do jej krwioobiegu,i to tyle o jej mutacji. Poza tym, jest pierwszą osobą która potrafi zagadać cię na śmierć jaką spotkałem. Potem wybudowano trzeci, czwarty , piąty dom.W tej chwili jest ich chyba ze dwadzieścia w całym kraju, po pięć na osiedle.Jest z nami jeszcze Ice, gość kontrolujący lód, R, który w całej swojej tajemniczości jeszcze nie zdradził jaką ma mutację oraz Kama, potrafiąca zmieniać kolor skóry. Wszyscy mamy od 14 do 17 lat, a ja jestem przewodniczącym osiedla Numer 2 "Dolina". Trzeba coś jeszcze dodawać? Myślę że
-Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaag! Agent Robert zaraz przyjdzie! Ogarnij tu!
-Bee, co ja ci mówiłem o.... AR? Dobra, już ogarniam.
Sprzątanie jest proste. Tu poprzestawiać domeny, tu parę dodać i wszystko gotowe w parę sekund.
-Dawaj, dawaj, zaraz tu będzie!
-Bee, proszę cię nie pośpieszaj mnie, podawaj informacje. Był już u kogoś?
-Nie, jak zwykle u ciebie jest pierwszy. Ubrany w czarny garnitur, około 180 centymetrów wzrostu, lekki zarost, wory pod oczami, czarna karnacja, krótkie włosy...
-Bee,przydatne informacje. Dobra u mnie czysto.U ciebie?
-Też, u mnie zawsze jest czysto. R też ogarnięty. Ice również. U Kamy nie sprawdzałam/
-ONA ma zawsze posprzątane. Natomiast TY nigdy, nie wierzę żebyś zdążyła.
Bee do tej pory obserwowała całe sprzątanie z małego przedpokoju, szybko wyszedłem mijając ją, jak zwykle ubraną w sukienkę z wosku. Tej jeszcze nie widziałem, ale zdecydowanie wyglądała w niej bosko, zresztą jak zwykle. Nie ważne, trzeba u niej posprzątać. Parę domen w ziemi i już wybijam się do jej ogrodu.
-Mag, czekaj, zostawiłam tam swój...
Lekko się zaczerwieniła, zastanawiałem się o co chodzi. Wnioski przyszły same( a może po prostu głodnemu chleb na myśli)
-Nie ma czasu, tylko ja zrobię to tak szybko!
Na jej twarzy wykwitło skupienie, pewnie kontaktuje się ze swoimi pszczołami żeby schowały co trzeba. I dobrze, lepiej dla mnie. Jej ogród jak zawsze nieskazitelny, ale już schodząc po schodach widziałem co się dzieje w środku domu. Bałagan był wszędzie. Pszczoły właśnie zamykały szafę, ubrania były już posprzątane. Ale reszta leży w totalnym rozgardiaszu. NIC nie było na miejscu.
Podciągnąłem Rękawy żeby odkryć Neodymowe Bransoletki. Zacząłem przestawiać i dodawać domeny coraz szybciej, w końcu chodziło o istnienie Doliny. AR czasami przychodzi sprawdzić czy trzymamy się ustaleń, czyli tego czy sprzątamy w pokojach, nie prowadzimy kontrabandy. Ice ma posprzątane, R też, ja też, Kama na pewno ma, a Bee już też ma czysto. Czas na konfrontację z AR.

sobota, 20 lutego 2016

Kanton:Podróże (Klan Nuzleaf#1)

-Eeeeeeeeeeeeeeeh jak dzisiaj spokojnie....
-Ewa, o 7 rano ZAWSZE jest spokojnie.
-Ale dzisiaj jakoś wyjątkowo, nawet za bardzo wiatr nie wieje....
-Tym to bym się nie przejmował, w tym regionie często tak jest.
-Oh, chociaż raz byś trochę wyluzował.
-Wyluzować? To nie w moim stylu. A teraz przejdźmy do treningu. Jak Seedot? Nadal nie chce wejść do greatballa?
-To samo od 4 tygodni, nie widzi mu się siedzenie w środku, chyba trzeba to zostawić tak jak jest.
-Najwyraźniej ceni sobie wolność, to dobra cecha.Wiesz co dzisiaj będziemy trenować?
-Eh... jak zwykle. Wszystko.
Kanton miał dziwny styl bycia. Rzadko się otwierał, cenił sobie rutynę i często pokazywał że ma twardy kodeks moralny. Jego postać dopełniały jeszcze ślady po oparzeniach na twarzy i prawa ręka.
Dlaczego prawa? Bo jedyna.To śmieszne, bo zauważyłam to dopiero po pierwszym dniu podróży, kiedy Kanton próbował z pomocą przenośnej kuchenki turystycznej zrobić śniadanie. Lekko mu się nie udawało, więc postanowiłam mu pomóc. I wtedy zauważyłam że nie ma lewej ręki. Dobrze się kamuflował, z bluzą włożoną do kieszeni, tak jakby miał rękę ciągle w kieszeni. A jej tam po prostu nie było. Na początku się opierał, ale w końcu się poddał i pozwolił sobie pomóc.
-Kanton, a zasadniczo, dlaczego ukryw.....
Nie zdążyłam dokończyć, bo w tym momencie Seedot zaczął się na mnie patrzeć tak jakby chciał mi coś powiedzieć. I nagle z drzew wyskoczyło na nas kilka pokemonów, Nuzleafy, i zaczęły rzucać się na nasz ekwipunek jak dzikie, nie miałam czasu na reakcję a ich już nie było
-Lombre! Brick Break! Ewa, postaraj się coś zatrzymać przy sobie!
-Dobrze!
Od razu zabrałam się za ratowanie rzeczy przed Nuzleaf'ami, ale oprócz śpiwora wszystko już zabrały.
**********
Zabrały prawie wszystko oprócz śpiworów, pierwszą moją myślą było podążanie za nimi, ale pozostał jeden problem..
-Ewa, zostaniesz w obozie i wezwiesz pomoc, okej?
-Nie, idę z tobą. Nie zauważyłeś?
Rozejrzałem się po obozie, i prawie natychmiast zauważyłem jedną rzecz. Nie było Seedota, Nuzleafy go porwały.
**********
Okej, już tłumaczę. Kanton:Podróże to seria skupiająca się tak jakby na questach pobocznych, to będzie coś raczej lekkiego, po 3-4 odcinki seria. Bedę je tak sobie robił, po prostu.Kanton po prostu będzie się skupiał na takim main queście. To tyle na dziś, bayo!

niedziela, 14 lutego 2016

Kanton #4

 -Także, Ewa, proszę, to twój zestaw startowy trenera Pokemon!
-Dziękuję siostro Joy! Teraz już pójdzie jak z płatka!
Spojrzałam na mój zestaw. Wszystko wyglądało dosyć standardowo,czerwony śpiwór, trochę jedzenia, 5 pokeballi, latarka. Nic specjalnego, ale an początek starczy. W normalnym zestawie znajduje się jeszcze Pokemon, ale ja już mam Seedota, więc nei dostałam swojego. I dobrze, Seedot wystarczy.Mam nadzieję.... Gdy weszłam do holu głównego zobaczyłam tego czarno-włosego chłopaka który podobno pomógł w gaszeniu pożaru. Powinnam mu podziękować za opatrzenie mnie, więc podeszłam do niego, ale to on zaczął rozmowę.
-A więc wzięłaś swój zestaw, tak? Nie jesteś aby za stara na podróżowanie?
-Ej! A ty nie jesteś za młody na wnoszenie młodych dam do swojego łóżka? Poza tym, to że mam rok więcej niż normalni ludzie wyruszający w podróż nei oznacza że nie mogę w nią wyruszyć.
-No cóż, nieważne. Ale chyba wisisz mi greatballa, prawda?
-Em.... Tak, to prawda, ale spokojnie, zapłacę za niego..
**********
Kiedy przyjrzałem się tej dziewczynie, coś mnie tknęło. Chyba zabiorę ją ze sobą. Może to coś w jej niespokojnym uśm.... Nie, to nie to. Na pewno nie.
-Hm.. myślę że znajdzie się na to sposób....
-???
-Co powiesz na wyruszenie ze mną?
-Ale... Dlaczego?
-Twój seedot nie da sobie rady z samą tobą, i ty to wiesz mam nadzieję. Z moją pomocą będzie ci łatwiej. A mnie będzie łatwiej ze zniżkami w sklepach Centrum. Zgodzisz się na to? Pamiętaj że wisisz mi Greatballa...
Musiała się zgodzić, nie ma szans na to żeby nie poszła na ten układ.
-No cóż... Myślę że mamy umowę. To od czego zaczynamy, partnerze?
-Pierwsze od czego zaczniemy to trening twojego Seedota. W tej chwili nie przyda się bardzo ale, po treningu na pewno zacznie być przydatny.
-Masz na to jakiś plan czy od razu idziemy w podróż?
-Bardzo szybko zmieniasz nastawienie.Najchętniej zostałbym jeszcze trochę w Centrum, ale moje fundusze mi na to nie pozwalają.
-Ho ho ho, czyli problemy z kasą są większe niż myślałam, tak?
-Na razie to nei twój problem, więc go zostaw. A zasadniczo to jak masz na imię?
-Ewa. A ty?
-Kanton. Mam na imię Kanton.
**********
Łał, jestem lekko spóźniony, a szkoła się zaczyna, więc wątpie że będę nadążał z odcinkami na czas.
I muszę zapamiętać: Pisanie na telefonie jest przyjemne, ale człowiek nei widzi ile napisał. Bayo!

piątek, 12 lutego 2016

Kanton#3

Akcja się udała, ogień został ugaszony, ranni opatrzeni.Mimo tego 4 budynki spłonęły doszczętnie, kilkoro ludzi straciło domy.Ale mimo to i tak skończyło się zaskakująco dobrze, nikt nie został poważnie ranny.Teraz trzeba wrócić do Centrum i zająć się Lombrem. Jestem z niego dumny, dobrze wykonał swój kawałek roboty. Bez niego pewnie nie dali byśmy rady do końca ugasić pożaru.
**********
Po powrocie do pokoju zauważył em że brakuje dwóch rzeczy:Jednego greatballa i tajemniczej dziewczyny która powiadomiła Centrum o pożarze. Pewnie już poszła do domu albo coś takiego. Na korytarzu poszedłem do recepcji żeby spytać się o parę rzeczy.
-Siostro Joy, co się stało z tą dziewczyną która rano zemdlała w hallu?
-Witaj Kanton! Za jakieś pół godzinki będzie odbierać swój zestaw startowy trenera pokemon, zamierza wyruszyć w podróż.
-To... Zaskakujące, ale chyba do przewidzenia. Gdzie ona teraz jest?
-Jest w poczekalni, chyba zamówiła jakieś śniadanie. Kanton, mam prośbę, Czy mógłbyś.... Czy mógłbyś zabrać ją że sobą? Jeden z tych domów które się spaliły należał do niej, i tylko do niej. Został jej po rodzicach którzy dawno temu zaginęli dawno temu. Do tej pory radziła sobie sama, ale teraz wyrusza w podróż, ale jestem pewną że sobie nie poradzi. Widzisz, ten Seedot został jej startowym Pokemonem. Nie wiem czy sobie poradzi. Po możesz jej?
-Joy, wiesz że nie podróżuje w grupie, jestem samotnikiem.
-Razem będziecie tworzyć grupę trenerów, a to oznacza zniżki w Centrum! Wiem że ci na tym zależy, bo z pieniędzmi u trenerów zawsze jest krucho. To jak?
-Nie zgadzam się na to, może i będę mieć problemy z finansami ale poradzę sobie z tym sam.
-Widzę że cię nie przekonam,  ale proszę, Przemyśl to sobie jeszcze, dobrze?
Nawet nie ma na to szans.
-Dobrze, pomyślę o tym, a na razie pójdę porozmawiać z tą dziewczyną, chyba jest mi winna greatballa...

czwartek, 11 lutego 2016

Kanton #2

Świadomość zaczęła powoli do mnie wracać.Gdzie jestem? PokeCentrum,co się stało....? Pożar! Muszę szybko tam wrócić!
-Spokojnie, nie ruszaj się, bo jeszcze zrobisz sobie krzywdę!
-Siostro Joy? Jak ja się tu znalazłam? I co z rannymi? Muszę tam wrócić!
-Spokojnie, leż. Z rannymi wszystko dobrze, wszyscy już zostali opatrzeni!
-A pożar? Nadal się pali?
-Nie, ekipa ratownicza już się wszystkim zajęła. Możesz już odpocząć.
-Ale.. gdzie ja jestem?
-Jesteś w Pokoju dla trenerów w Centrum, Kanton cię tu przyniósł.
-Kanton? Ten chłopak na którego wpadłam na korytarzu?
-Bardzo możliwe że na niego wpadłaś, wniósł cię do tego pokoju i udzielił podstawowej pierwszej pomocy, a potem sam pobiegł gasić pożar. Szef ratowników powiedział że bez neigo by się nei udało dogasić pożaru.
Słysząc to uspokoiłam się, i rozejrzałam się po pokoju.Był to standardowy pokój Centrum, jedyne co go wyróżniało to kilka rzeczy trenera który tu mnie tu przyniósł.Jakiś plecak, śpiwór, standard dla każdego trenera.
-Siostro Joy, a co z tym Seedotem?
-Już wszystko dobrze podaliśmy mu płyny i teraz jest w 100% zdrowy. Myślę, że nawet...
Siostra nie dokończyła , bo nagle do pokoju wpadł Seedot, i natychmiast rzucił się na mnie
-Seedot! Wszystko w porządku? Wyglądasz całkiem całkiem!
-Seedot! Seedot!
-Ahaha, chyba chciałbyś być moim pokemonem, co? Poczekaj, tu leży jakiś pokeball, zaraz się to załatwi...
-Poczekaj, Ewa! Ten Pokeball nie jest twój!
Zanim siostra Joy zdążyła mnie powstrzymać, już trzymałam w ręku Greatballa, Seedot odsunął się od łóżka, a ja rzuciłam w niego Greatballem.Zatrząsł się tylko raz.
-Eh... Ewa, będziesz musiała odkupić tego pokeballa Kantonowi... Ale wracając do tematu. Twój dom się spalił tak? Gdzie teraz zamieszkasz?
-Nigdzie, wyruszę w podróż!Za długo to odkładałam. W końcu 16 lat to aż o rok za dużo prawda?
-Na podróż można wyruszyć w każdym wieku, jeśli chcesz to możemy co wydać zestaw startowy, ale na razie odpoczywaj.Kanton zaraz wróci, i chyba będzie na ciebie zły za tego pokeballa...
**********
Dzisiaj się dużo nei działo, ale jak na razie mam czysty obraz tego co się dalej będzie dziać.

środa, 10 lutego 2016

Konton #1

-Konton, dopiero 5 a ty już na nogach? Tak wcześnie?
-Jak nie wstanę rano, to kiedy wstanę? Poza tym, Lombre chyba jest głodny, trzeba go nakarmić.
-Po prostu nie chcesz już dalej spać. No cóż, to twój wybór. Kiedy będziesz wyruszać?
-Może za jakąś godzinę, poczekam aż słońce wstanie, a do tego momentu postaram się uzupełnić zapasy. Wiesz może gdzie mogę teraz kupić jedzenie dla pokemonów?
-Haha! O piątej nad ranem? Wszystko jest jeszcze zamknięte, nawet Sklepik Centrum Pokemon.
-Skoro wszystko jest zamknięte, to dlaczego ty już pracujesz?
-Oh, miałam nocną zmianę, ktoś musi czuwać na wypadek gdyby jakiś trener pokemon przyszedł w nocy.
-Brzmi sensownie. Pójdę się spakować, więc na razie żegnam.
-Powodzenia w podróży Kanton!
Z korytarza wszedłem do pokoju, aby zastać tam śpiącego Lombre'a, skromne łóżko, a na szafeczce obok niego leżący plecak z całym moim dobytkiem.Jeśli śpiwór, 3 Pokeballe, butelkę oczyszczającą wodę,starą wersję Pokedexu i trochę pieniędzy można uznać za dobytek...
Nagle z korytarza dobiegły jakieś odgłosy, jakby kula burzowa wpadła do Centrum.
-Słodki Arceusie, co się tam dzieje? Lombre, idziemy to sprawdzić!
Na korytarzu zobaczyłem niską dziewczynę w podartych ciuchach trzymającą Seedota w ramionach, biegnącą w stronę siostry Joy
-Siostro! Siostro! Pomocy! W mieście wybuchł pożar! Ten Seedot został poważnie ranny proszę mu pomóc!
Reakcja siostry Joy była natychmiastowa, podbiegła do dziewczyny i bez pytań porwała jej Seedota z ramion, a potem od razu pobiegła do pokoju zabiegowego. Zaraz po tym w Centrum rozległ się alarm informujący pozostałe siostry o zagrożeniu, po czym karetka pogotowia zaraz wyjechała z garażu.
Podbiegłem do stojącej dziewczyny i zacząłem ją wypytywać:
-Pożar nadal trwa?
-Tak, jest już lepiej ale wiele budynków nadal się pali, zaraz tam wrac.. *khe khe* am....
-Nie w tym stanie, zrobisz więcej krzywdy niż pomożesz. Zostań tu! Lombre, za mną!
-Nie! Ja.. pomogę...
Razem z tymi słowami dziewczyna zemdlała na podłodze. Nie mogłem jej tak zostawić, więc wciągnąłem ją do mojego pokoju i położyłem na łóżku. Na szybko nałożyłem masę na oparzenia, która zaczeła świecić na czerwono.
-Lombre, za dużo już czasu nam to zajeło. Idziemy!
************
W mieście palił się 1 budynek, trzy dogasały. Razem z Lombrem szybko podbiegliśmy do tego płonącego i zobaczyliśmy przy nim ekipę pokemonów próbującą ugasić płomień, ale widać było że są już zmęczeni i ledwo powstrzymują pożar przed rozprzestrzenianiem się.Bez zastanowienia zacząłem im pomagać
-Lombre, Hydropompa! 
Natychmiast podszedł do mnie szef straży, wysoki facet z wąsem i pełnym stroju przeciwpożarowym.
-Zacząłbym cię przeganiać, ale potrzebujemy teraz każdej pomocy! Jesteś pewien że twój Lombre da sobie radę?
-Wierzę w niego, poradzi sobie. Przyszedłem z Centrum, karetka już dojechała?
-Tak, już tu są! Zaczęli już opatrywać rannych!
*********

Wstęp

Elo, jeśli ktoś tutaj przez przypadek wejdzie to niech wie, że Blog powstał po to żeby potrenował pisanie Opowieści, to tyle.
Czasami będzie po Englishu and sometimes text will be in polski, zależy od mojego humoru.